Jedni czekają na swój upragniony urlop, a inni są już po…

Ja w tym roku byłam na krótkim urlopie w Irlandii. Niestety wróciłam z anginą. To pewnie za sprawą pogody na zielonej wyspie. Dobrze mówią niektórzy, że do takiej zróżnicowanej pogody po prostu trzeba się przyzwyczaić a nawet polubić ją. Deszcz na porządku dziennym. Płaszcz przeciwdeszczowy zdał egzamin.

Mimo tego mój wyjazd do Cobh uważam za bardzo udany. Po raz pierwszy leciałam samolotem. To wydarzenie bardzo mnie stresowało. Tak mi się przynajmniej na początku wydawało. Okazało się jednak, że odprawa celna i wszystkie formalności papierkowe były bardziej stresujące. Jak już znalazłam się na pokładzie samolotu, to całe napięcie spadło.

Nie bałam się startu ani lądowania. W Cork odebrała mnie Ania /Guciowa/ z córeczką. Poznałyśmy się bez 
problemu. Tygodniowy pobyt w Irlandii zleciał bardzo szybko ale wrażenia pozostaną 
na długo… Jest co wspominać.
Niezapomniany widok z okna Ani domu w Cobh na zatokę.

Raz nawet przed oknami przepływał wielki liniowiec.

Coś niewyobrażalnego

Zwiedziłam Cobh – portowe miasteczko. Na pewno nie wszyscy wiedzą, że to miasteczko kiedyś w latach 20-tych nazywało się Queenstown i było 

ostatnim portem , do którego zawitał Titanic w swoim dziewiczym rejsie. Widziałam klify.
Zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

 

Byłam w Midleton, w destylarni whiskey Jameson.. Wstyd przyznać ale jakoś whiskey nie spróbowałam…
Ale fotkę w pubie sobie zrobiłam… Obok mnie Ania, u której gościłam.

 

Wieczorami, kiedy dzieci już zasnęły dekupażowałyśmy u Ani w pracowni… Jak ja jej zazdroszczę takiego miejsca… Nie musiałabym za każdym razem chować swojego kramu… Zresztą ostatnio już spasowałam.
Zostaje wszystko na stole… Przeprowadzałyśmy testy z krakami, pokazałam Ani na czym polega 3D.
W sobotę wpadły jej koleżanki, które chciały zobaczyć cóż to takiego to decoupage. Dziewczyny szkoliły się na świetnych butelkach, których Ania miała pod dostatkiem.
Byłam tak przejęta, że zapomniałam porobić fotki… Szkoda bo prace były całkiem udane.

Wszystko co piękne, niestety szybko się kończy…