Z założenia
blog jest Mój… To założenie. Odkąd jednak zaczął funkcjonować sklepik
internetowy, a potem stacjonarny pod tą samą nazwą, blog jakby automatycznie
stał się sklepowym. To pewnie przez tą nazwę…

Fakt, że w
pewnym momencie bardzo go zaniedbałam…ale teraz blog, na którym w większości są
informacje na temat spotkań, szkoleń jakoś nie bardzo mnie satysfakcjonuje.

 

I tym
sposobem tworzy się mój osobisty blog. Przekazałam Martynie wytyczne dotyczące
grafiki i coś tam kombinuje. Przymiarki są niczego sobie…

Ale co mam
zrobić jak mi się teraz chce pisać ?

Zacznę na
Magnoliowym Dworku, a potem przeniosę notatki na nowy blog. Żeby było prościej
otworzę nowy dział: „ Zapiski grubej miss-ki czyli walczymy z nadwagą” Moja
córka powiedziała, że nie jestem całkiem normalna ale to już wszyscy wiedzą, którzy
mnie znają. Nic nowego nie odkryła…

To
zaczynamy…

Jestem
grubą babą… Fakt niezaprzeczalny. Niczego tu nie zmieni mój urok osobisty czy
poczucie humoru…

Od dawna już
próbuję /akcent na próbuję/ walczyć z nadmiarem kilogramów. Teorię odchudzania
mam w małym palcu, na lodówce wiszą złote zasady odchudzania. Wiszą…

A ile diet
już przetestowałam. Oczywiście rezultat był… Krótkotrwały..

Niestety
zawsze mnie gubiło zamiłowanie do słodyczy. I zajadanie chandry a, że duszę mam
niespokojną i najpierw powiem i zrobię, a potem pomyślę, to stres stał się nieodłącznym
elementem w moim życiu…

Kiedy jednak
moja waga przekroczyła trzy cyfry, to był znak, że trzeba coś z tym zrobić. Ale
co? Kolejna cudowna dieta i kolejny efekt jo-jo. Takie rozwiązanie odpada.
Jestem niekonsekwentna i lubię szybki efekt…

Postanowiłam
zgłosić się do Poradni Metabolicznej, która kieruje do operacyjnego leczenia
otyłości. Znalazłam w Internecie takie forum dla grubasów, a tam ośrodek w Łodzi i dr
Szewczyka.

Na pierwszą
wizytę czekałam dwa miesiące i byłam w Łodzi 29.06.ubiegłego roku. Długi wywiad
i przedstawiono mi różne metody operacyjne, zaopatrzono mnie w broszurki i
miałam kolejne dwa miesiące na podjęcie decyzji. Rozważałam wszystkie za i
przeciw. Wiem, że po operacji będę musiała diametralnie zmienić swój styl
życia, dbać o to co jem, a nie tak jak dotychczas wszystko w biegu…Więcej ruchu…

Ostatecznie
zdecydowałam się. Pierwszy termin wyznaczono na 08.12.2009 ale ze względu na wyczerpane
limity na 2009 rok, zabieg nie odbył się. Kolejny 17.02 zupełnie mi nie
pasował. Najgorętszy okres w pracy. Zakończenie roku, sprawozdania…Jak to w
księgowości…

Cały
styczeń wydzwaniałam do Łodzi aby zmienić termin i nie zostawiać koleżanek na
lodzie. Nie było to łatwe ale udało się . Dzięki dr Szewczykowi…

Na dzień
dzisiejszy aktualny termin operacji to 16.04. a więc 11 dni…Jutro
zadzwonię i upewnię się czy się coś w tej kwestii nie zmieniło..

Czy się
boję? Wszyscy zadają mi to pytanie. BOJE SIĘ..

Jeżeli
ktoś, kto decyduje się na taką skomplikowaną operację twierdzi, że się nie boi,
to nie jest to prawdą. On się boi tylko nie chce się do tego przyznać. Wiem, że
przy każdej ingerencji chirurgicznej mogą wystąpić różnorodne powikłania. A tym
bardziej przy takim skomplikowanym zabiegu… Każdy myśli,  dlaczego to w jego przypadku mają wystąpić
jakieś trudności czy powikłania. Owszem zdarzają się ale nie mnie…

A prawda
jest taka, że tylko ten Najwyższy wie co komu pisane…

To jak
loteria..